Powrót do spisu anegdot i opowiadań.

Zakręty

Ze dwa lata temu na kilka dni przed sylwestrem w Bieszczadach posypało śniegiem. W Łupkowie jak zwykle sypało najbardziej obficie. Razem z bratem gospodarza postanowiliśmy odśnieżyć ścieżkę do wc. Oczywiście w łupkowskich warunkach odśnieżyć znaczy tyle co zmniejszyć warstwę śniegu na tyle by dał się jako tako ubić. Dzień był ładny, mróz, słońce i brak wiatru. Humory i inwencja dopisywały, chwyciliśmy za łopaty i zabraliśmy się do roboty. Wpadliśmy na pomysł by nie odśnieżać ścieżki po linii prostej od chałupy do sławojki ale by wykopać w śniegu cudne zakręty. Efekt był fantastyczny, przynajmniej dla nas. Ścieżka szła zakolami jak serpentyny w Górach Słonych. A ile było śmiechu jak ludziom się spieszyło do wychodka, a droga była ze trzy razy dłuższa niż normalnie. Co bardziej potrzebujący zaczęli jednak przedzierać się na skróty przez śnieg sięgający do połowy uda. Temu procederowi udało nam się jednak zaradzić, usypując w dłuż ścieżki ubite śnieżne wały. Widok był na prawdę śmieszny gdy ktoś spieszył do ustępu pokonując karnie wszystkie zakola. Stawaliśmy na werandzie i podziwialiśmy interesantów łupkowskiego wychodka, a że każdy z nas chcąc nie chcąc tam zaglądał, więc i każdy z nas musiał pokonać te kilka zakrętów.